Dlaczego trudno jest uczyć dyslektyka Part I
Jeśli jesteś nauczycielem i zdarzyło Ci się mieć w klasie ucznia z trudnościami (a przecież się zdarzyło), to towarzyszyły Ci pewnie uczucia bezradności (Dysleksja? Coś trzeba zrobić, ale co?), irytacji (No powtarzam i powtarzam a on/a wciąż nie pamięta), klęski (Nie, no już nic chyba nie zadziała).
Wcale się nie dziwię, gdyż dysleksja w klasie, która liczy więcej niż kilku uczniów (ha ha), może spowodować, że Ty czujesz się jak w kamieniołomach, uczeń z dysleksją czuje się jak w zakładzie karnym (bo: jak za karę), a reszta też coś czuje.
Wiadomo, że przy licznej klasie nie ma czasu na analizę myśli i uczuć jednostki – dla ułatwienia wrzucamy tę resztę do jednego worka. A jest inne wyjście?
Dodatkowo, jeśli tak jak ja uczysz języka obcego, wrażenia podnosimy do potęgi.
Dlaczego tak nam ciężko uczyć dyslektyka? Oto lista powodów[1] (po jednym na wpis):
POWÓD PIERWSZY: Dyslektyk gubi się, gdy wydajesz sekwencję poleceń (Otwórzcie książki na stronie 47., w lewym górnym rogu jest tabelka, zaczynamy od drugiego przykładu) – dlatego za którymś razem nie otwiera nawet książki.
Swoją reakcję znasz.
Co robić? Stań blisko takiego ucznia, wydawaj kolejne polecenie, dopiero gdy poprzednie zostało zrealizowane. Wydaje Ci się pewnie, że to strata czasu. Policz, ile czasu tracisz na przywoływanie ucznia do porządku. Uwierz mi, to nie jest strata czasu.
Korzyści: uczeń czuje się częścią zajęć – postara się dwa razy bardziej, jeśli dostrzeże, że nie jest przegrany na starcie. Ty się nie zirytujesz. Klasa się nie rozproszy przez niepotrzebne komentarze. Ogółem morale idzie w górę.
[1] Pamiętaj, że ta lista może okazać się niekompletna (akurat Tobie może przytrafi się doświadczenie spoza listy), weź poprawkę również na natężenie symptomów (u Ciebie może być gorzej albo… dużo gorzej. Albo lepiej.)
