Że mieć dysleksję nie jest fajnie, pamiętam jeszcze ze szkoły podstawowej. Pewien bliski mi kolega ją miał i wszyscy się z niego śmiali, bo polonistka kazała mu czytać na głos. A on dukał, sylabizował, trochę przy tym popłakiwał. To był sadyzm, ale nikt nie miał odwagi tego powiedzieć, bo nikt nie wiedział, że to była dysleksja. Zresztą, kto miałby odwagę polemizować z nauczycielem? Nie to, co teraz. Inne czasy.

No dobrze, wracając do tematu… Jak dysleksję jest mieć, nie wiem, bo nie mam, ale obserwacja uczniów nasuwa następujące skojarzenie:

Wyobraźmy sobie dwie talie kart, które symbolizują wiedzę. Co ze swoją talią zrobi umysł bez dysleksji? Ułoży sobie dwójki z dwójkami, damy z damami, a jeśli jest grzeczną i skupioną Agatką, to jeszcze ułoży każdy nominał konsekwentnie kolorami.

A co na to umysł z dysleksją? Trochę tak, jakby w trakcie układania niespodziewanie otworzyło się okno i przeciąg zrobił swoje. Trudno do wiedzy dostać się „na żądanie”, trudno odnaleźć upragnioną kartę. Nie ma szufladek, nie ma przegródek. Wszystko pływa. Ten chaos pozwala na skojarzenia, na które nie ma szansy uporządkowany umysł bez dysleksji, bo w trakcie przetrząsania pliku można się natknąć na piękne obrazy, ciągi skojarzeń, wyobrażenia. Ale w szkole nie ma na to czasu.

Zresztą sami obejrzyjcie.

Dlaczego gen dysleksji przetrwał? Żebyśmy mogli oglądać filmy Spielberga i Guya Richiego. Żebyśmy mogli nazywać kogoś Einsteinem. Ponoć Hamlet to też skutek uboczny dysleksji.

Shakespeare w sprawie dysleksji milczy, ale za to Spielberg opowiada o niej całkiem chętnie.

No tak, dysleksja w szkole bywa przekleństwem. Po jej ukończeniu to już zupełnie inna historia.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>