Moja 7-letnia córka, uczennica klasy II szkoły podstawowej, rutynowo zapytana o to, jak tam w szkole, odpowiedziała zgodnie z prawdą: „W szkole fajnie, ale to pisanie jest strasznie nudne. Mam nadzieję, że to już niedługo się skończy i przejdziemy do ciekawszych rzeczy”. Nie skomentowałam. A miałam niby powiedzieć, że z tym pisaniem to już będzie tak do końca, dojdą tylko inne przedmioty, masa pracy domowej, kartkówek i testów. A, i jeszcze ukochana wychowawczyni odejdzie. Zresztą i tak by mi nie uwierzyła. Za bardzo lubi chodzić do szkoły. Poza tym córka nie ma dysleksji, więc podejrzewam, że niedługo się znieczuli.

Za to uczniowie z głęboką dysleksją nie mogą się do pisania przyzwyczaić. Nawet przed maturą. Dla nich pisanie to czynność niezautomatyzowana. Stawiają literki z uwagą – zawsze któraś może wyskoczyć lub niepostrzeżenie zmienić kształt.

Zaburzenie świadomości fonologicznej powoduje, że nie potrafią sobie słowa przegłoskować, dlatego kolejności liter nie pamiętają.

Jeśli mają możliwość, spisują po literce, zerkając co chwila to na tablicę, to do zeszytu. Znają już wiele wersji różnych słów. A wiele autorskich wersji ortograficznych jeszcze przed nimi. A przy pisaniu muszą się wciąż kontrolować.

Nie dziwcie się, Nauczyciele, że niektórzy nie nadążają z zanotowaniem pracy domowej, że nie zapisują niektórych poleceń.

Część Waszych uczniów ma zwarcia w mózgu już po dwóch pierwszych lekcjach. Nieustająca dodatkowa aktywność kontrolna mózgu męczy nieprawdopodobnie.

Pewnych poleceń uczniowie z dysleksją nie wykonują, gdyż nie dają rady utrzymać tempa pracy, a dodatkowo miewają odlot z przegrzania i wyłączają się w trakcie lekcji.

Pamiętacie pierwszą lekcję jazdy samochodem? Gaz, sprzęgło, hamulec, lusterka, biegi i kierunkowskaz. Dużo tego.

Po prawie 20 latach, prowadząc samochód, rozmawiam przez telefon (zestaw;), poprawiam makijaż, planuję zajęcia. Jak każda kobieta/nauczyciel.

Jadę autem i mam wolne, gdyż jest to czynność w pełni zautomatyzowana i ja nie muszę się nad nią zastanawiać – robi to za mnie sieć precyzyjnych połączeń neuronowych.

A głęboki dyslektyk, po latach szkolnego drylu, wciąż siedzi jakby na jednej z pierwszych lekcji, czekając, aż wreszcie ruszy z tym pisaniem. Ale automatyzacja nie nadchodzi. Mikrozmiany w strukturze centralnego układu nerwowego do tego nie dopuszczają. A przecież pisanie to tylko jeden z wielu elementów szkolnego życia. Przekichane, co?

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>