Dlaczego moje dziecko nie chce się uczyć?
Uwaga: w tym tekście będzie kilka niesprawiedliwych generalizacji. Artykuł traktuje wszystkich rodziców i nauczycieli tak, jakby mieszkali w jednym worku, i wszystkich uczniów, jakby mieszkali w drugim. Ponadto tekst ten jest mało precyzyjny i prześlizguje się po głębokim temacie. Daje jednak prostą odpowiedź na powszechne pytanie.
Dlaczego (większość) dzieci się nie chce uczyć? Dlatego, że wciąż je do tego zmuszamy. Kiedy dzieci stawiają opór, rodziców i nauczycieli, którzy w szkole sprawowali się bez zarzutu (jestem o tym święcie przekonana), ogarnia czarna rozpacz. Ta rozpacz, u której podstaw jest troska o dzieci, przejawia się jako złość, niezadowolenie, wręcz agresja.
Nie ma się co oszukiwać – te emocje, które wynikają z chęci zapewnienia dzieciom jak najlepszego życia, mieszkają w kategorii z napisem „Uwaga. Zły pies”. To głównie dlatego dzieci nie chcą się uczyć. Bo jak się kogoś do czegoś zmusza, to ten ktoś zawsze się sprzeciwi.
W tym momencie podnosi się las rąk i wyrywa się stwierdzenie rodzica: „Jakbym nie zmuszał syna, to nic by nie robił”, „Gdybym powiedziała, że nie muszą się uczyć, to zapewniam panią, że nikt by nawet do podręcznika nie zajrzał” – wtóruje nauczycielka.
Może faktycznie już nikt by nic nie robił? Może gdybyśmy dzieci nie zmuszali do nauki, to przestałyby interesować się czymkolwiek? Może przestałyby mówić? A może nawet myśleć?
A może gdyby mogły uczyć się z własnej woli, to sprawiłoby to im przyjemność? Może nie wszystkiego i nie w jakości encyklopedycznej ale w objętości i detalach, które zastymulowałyby ciekawość, chęć, a może nawet dociekliwość. W jednym akapicie pojawiły się słowa uczenie się, przyjemność i myślenie. Najwyraźniej wywrotowa hipoteza.
Dzieci z natury są ogromnie ciekawe wszystkiego – każdy rodzic pamięta niekończące się łańcuszki pytań przedszkolaka. W swojej ciekawości są dociekliwe, ale też czasem leniwe, czasem chętne i uporządkowane, czasem mają mętlik w głowach, czasem czymś się interesują, a potem już zupełnie nie. Zupełnie tak jak my. Dorośli. Ci sami, których życiowy sukces, poziom szczęścia, poziom stresu, brak wolnego czasu, liczba dzieci, jakość relacji z partnerem są skutkiem szkolnych wyników. To najbardziej ironiczne zdanie tego tekstu.
To dlaczego ta ciekawość zanika z czasem? Ona sama nie zanika. Szkoła jej w tym pomaga. A to między innymi dlatego, że kiedy dzieci do niej idą, są stale oceniane. Z czasem oceny zaczynają być bardzo poważnie traktowane przez rodziców i tym samym przez dzieci. Każdy rodzic troszczący się o przyszłość dziecka przejmuje się ocenami. Z czasem ocena postępów w nauce zaczyna zlewać się z oceną osoby. Więc słabe oceny to słaby syn lub córka. Wystarczy to raz powiedzieć dziecku, a zapamięta na życie.
A dlaczego oceny są takie złe? A dlatego, że przenoszą ciężar chęci poznawczej z motywacji wewnętrznej na zewnętrzną. A skutkiem jest następujący ciąg myślowy: „Jak się nauczę to dostanę dobrą ocenę, jak się nie nauczę – złą. Nauczę się więc, aby nie dostać złej oceny”. W miejsce złej oceny można wstawić: zadowolę mamusię, ucieszę nauczycielkę. Myślenie: „Nauczę się, bo chcę” przestaje z czasem obowiązywać. Zresztą kto miałby na nie czas po odrobieniu wszystkich prac domowych?
A do tego dzieci są cały czas zmęczone. Czasem słyszę: „Szkoła to jego jedyny obowiązek”. „Ona ma tylko się uczyć, nic więcej”. Uwierzcie mi Państwo, bycie uczniem jest co najmniej tak obciążające jak bycie pracownikiem w korporacji.
I przecież wcale nie chodzi o to, żeby dzieci nie uczyły się wcale. Chodzi o to, by miały czas i przestrzeń do zajmowania się również tym, co sprawia im przyjemność. I jeszcze o to, by częściej słyszały pytanie „Jak się czujesz?” niż „Czy praca domowa zrobiona?”.
A jak tam Twoje poczucie szczęścia, drogi Czytelniku? Czy szkolne wyniki przełożyły się na poziom Twojego życiowego sukcesu? Czy jeśli byłeś pilny, jesteś teraz bardzo szczęśliwy? Mam nadzieję, że tak. A jeśli nie odrabiałeś prac domowych z zapałem, to czy znaczy to, że masz słabe życie?
Jak tu skończyć, żeby zgrabnie przerzucić ten wątek do kolejnego wpisu? Chyba wymknę się po angielsku.
