Codziennie spotykam uczniów z dysleksją, dla których nauka języka obcego to droga przez mękę. Angielski jest gorszy niż chodzenie po rozżarzonym węglu. Czasem tylko matma przebija tę nienawiść.

Dlatego, jeszcze zanim uda mi się przeciągnąć ucznia na swoją stronę, zdarza się, że uczeń sapie, a nawet okazjonalnie pojękuje, wpada pod ławkę lub też rzuca się na nią, kompulsywnie przy tym zerkając na zegar. Bywa, że uczeń się zawiesza na dobre kilka minut – tak jakby ktoś mu wyciągnął wtyczkę. I jeszcze bywa, że próbuje uciec sprzed drzwi, udając, że są zamknięte. A że idzie dwa razy do toalety i tam stęka, to też norma.

Po latach gimnastykowania się nad skutecznym programem, gromadzeniem materiałów i pomocy dydaktycznych, ba, produkowaniem ich przy kuchennym stole zrozumiałam, że skuteczne nauczenie drugiej osoby jest możliwe wtedy i tylko wtedy, gdy druga osoba wyrazi na to zgodę.

Klocki Present Perfect

Prezent idealny, czyli klocki do nauki czasu Present Perfect

Wiem, że to niby żaden szok, ale odczułam tę myśl jako swoiste oświecenie. Spłynęło na mnie, że najważniejsze jest podejście, a cała ta kolorowa reszta to sprawa wtórna. Oczywiście jakoś na tę zgodę trzeba sobie zapracować albo jej przynajmniej nie stracić. A sedno właśnie w tej zgodzie tkwi.

W zasadzie to jasne. Jak się było ocenianym, osądzanym i branym za tępego przez lat kilka, to co mówią statystyki o kolejnym nauczycielu na horyzoncie? Do odstrzału.

Może warto zatem dokonać metaanalizy naszych codziennych, nauczycielskich wyczynów w pracy? Jakie zamiary w nas siedzą przed lekcją? Chcemy zrozumieć te małe główki, duszki i ich trudności? A jeśli nawet nie wszystko rozumiemy (vide Joey uczy się francuskiego), to czy budzi to w nas opór, czy raczej ciekawość i szczerą chęć znalezienia drogi dostępu?

Zauważyłam, że postawa zrozumienia i wczucia się w trudności, jakie towarzyszą dziecku w nauce języka, czyni cuda. Otwiera umysł ucznia i on już wtedy nie sapie co chwilę. I wtedy zdarza się, że ten sam uczeń jest gotów się spocić dla osiągnięcia celu. A wtedy podskakuje, wystukuje, układa zdania, i nawet nie wie, że drilluje. A to wszystko w ramach wyrażenia zgody na naukę gramatyki na tych, niech będzie, klockach. A potem to się idzie na klasówkę i jest szansa, że się ją zaliczy. Czyli dopóki nie będzie zgody, dopóty klocki mogą się gonić. I to się potwierdza za każdym razem.

I z tego miejsca pragnę przeprosić Męża, który spędził godziny nad wyklejaniem klocków. Możliwe, że zarzekałam się wtedy, że bez nich moja praca jest niemożliwa.

 

 

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>