Niedawno przeprowadziłam najdziwniejsze w karierze zajęcia z trzech form angielskich czasowników.

Osoby dramatu:

Uczennica klasy V szkoły podstawowej

Nauczyciel angielskiego/ terapeuta gabinetowy (ja)

Szkolna pani od angielskiego, która zadała 10 czasowników nieregularnych na za dwa dni.

Czas trwania

90 minut

Dążenie:

Opanowanie 10 czasowników we wszystkich trzech formach, w kolejności alfabetycznej, poczynając od literki b.

Przebieg akcji:

Czas start. Mamy do nauczenia 30 słów, plus 10 słów w ukryciu, tj. polskie znaczenia czasowników. Razem 40. Niby oczywiste, ale gdy gra idzie o każdą literę, to nagle te dodatkowe 25% stanowi o być albo nie być podczas zaliczenia.

Uczennica jednak ma dobre wieści – zna polskie znaczenia. Na starcie mamy 10 słów w kieszeni.

Phi! Nic takiego. Robię to od lat. Jestem pewna sukcesu.

A jednak jest haczyk: „Pani na pewno nie spyta mnie ustnie, będzie kartkówka”. Koniec kropka.

Dziewczynka przekonuje mnie z napięciem w głosie (a z tym już się nie dyskutuje), że nie ma szans na nauczenie się 30 słów w obu wydaniach, bo słów zrobi się nie 30, a 60.

Już spieszę z wyjaśnieniem, skąd wzięło się 60 słów. Każdy czasownik ma 3 formy, ale należy wiedzieć jak się go wymawia i jak się go zapisuje. A to dwie zupełnie odrębne treści. A więc przy każdym czasowniku jest 6 form do zapamiętania. Razy 10…

Uczennica jest zdeterminowana, by nauczyć się te słowa pisać. Koniec kropka.

„Tylko niech pani nie mówi tych słów po angielsku, bo wszystko mi pani pomyli.”

No to ja ich nie mówię, jak się je mówi, tylko mówię je, jak się je pisze.

W międzyczasie odkrywam, że dziewczynka nie wie, że to są czasowniki. Wychodzi przy słowie break (ang. przerwa, lecz także psuć, łamać), gdy uczennica upiera się, że to słowo znaczy przerwa i jest bliska łez, gdy jej mówię, że nie w tej sytuacji. Ona już się słowa nauczyła, a ja jej teraz mylę.

I tak przez okrągłe 90 minut wymyślamy mnemotechniki, żeby te słowa jakoś zakotwiczyć. Proszę mi wierzyć, że po tych zajęciach straciłam już pewność, co do brzmienia niektórych z nich.

Ta lekcja skończyła się niewątpliwym sukcesem – pisownia prawie wszystkich słów została opanowana.

Ta lekcja była też świadkiem budzącej się nadziei i śmichów-chichów przy mnemotechnikach.

Były też momenty spadku motywacji oraz ogromnego zmęczenia. Takiego, po którym wzrok dziecka mętnieje i robi się trochę nieobecny, i widać, że coś w środku jakby się zapadło.

Mnie po zajęciach został osad. Po co te wszystkie triki? Na tę jedną kartkówkę? Przecież nawet jeśli nauczymy się wszystkich czasowników, to czy z nich będzie kiedykolwiek jakiś użytek? No bo niby jaki?

Słyszę jeszcze swój głos, który odmienia czasownik be tak jak się pisze. To był cyrk, nie zajęcia.

A przed nami cała lista z końca książki. I nic się nie da na to poradzić. Pani na pewno nie odpyta ustnie. Koniec kropka.

Macie tak czasem?

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>